© 2005 diaade Monika Zawadzka 

Monika Zawadzka

jesienny bunt czyli zaproszenie do milosci

To byla sloneczna, ostatnia niedziela pazdziernika. Popoludnie spedzilam na Dolnym Miescie, leniwie napelniajac sie uroda i spokojem gdanskich fortow, tak dlugo, ze ledwie zdazylam przed zamknieciem Lazni. Zlym zwyczajem tych, ktorzy odkladaja wszystko na ostatnia chwile, chcialam obejrzec wystawe, ktora wlasnie trwala ostatni dzien. Od Pani z Psem, ktora po moim dzwonku wpuscila mnie do srodka, dowiedzialam sie, ze w galerii na gorze bede sama. Z pelnego, jesiennego slonca, rozswietlona klatka schodowa, przez ogromna, biala sale na ostatnim pietrze scenariusz wystawy wprowadzil mnie, nieprzewidzianie, do niewielkiej przestrzeni.


Stalam w wygrodzonym pokoju. A dookola na scianach, szeregi poszatkowanych cial - wlasciwie jednego ciala.


Wiele lat wykonywane przez Coplansa czarno-biale fotografie dokumentujace obraz wlasnego ciala, decyzja drugiego artysty wystawy Balki, ustawiono w konfrontujacym ukladzie czworoboku.


Wzdluz scian Balka rozciagnal waskie, najwyzej metrowej szerokosci, czarne biezniki z grubej gumy, a srodkowy, pozostaly prostokat rownomiernie wysypal grubymi krysztalami soli.

 
Weszlam na czarny chodnik i zdyscyplinowana jego ukladem wolniutko sunelam wzdluz scian przerzucajac wzrok poprzez biale morze soli, w ktore balam sie osunac ze chrzestem.

 
Wpatrywalam sie w kompozycje, jakie starzejacy sie mezczyzna budowal cierpliwie, przez lata, ze swojego zmieniajacego sie ciala.

 
Jego mozolna praca wydala mi sie sama manifestacja buntu, niezgody - zdawalo sie, ze walczy ze swoim cialem, ze swoim czasem, z wizerunkiem swojego ciala.

 
Ze walczy swoim cialem z jedynym obowiazujacym kulturowym obrazem meskiego ciala: ciala mlodego, zawsze sprawnego, wiecznie gotowego, napietego i umiejacego sie znalezc w sytuacji.

 
Byla to walka z kanonem, takim jaki ma byc, z pozami i pozycjami, w jakich w ogole cialo DA sie przedstawic.

 
Dluga, zmudna i samotna walka artysty. Sama nie wiem dotad czy udana.

 
I tak biegalam jak zwierzak po wygumowanym wybiegu dookola ringu Balki, na rozne sposoby probujac ogarnac i fotografowac te muilti-ptyki - kadrujac je przewaznie jako tryptyki. Az w jednym momencie moja rozlatana uwage przytrzymala uniesiona stopa w prawym dolnym rogu kompozycji krotszej sciany.

 
Uniesiona stopa - taki ograny gest - gest Nike zawiazujacej sandal, przed-gest mlodego niewolnika wyciagajacego ciern ze stopy, czy dziewczyny z reklamy mentosa-freshmakera. Przystanelam w dziwny sposob wzruszona. I podeszlam blizej.

 
Po chwili przesunelam sie troche w lewo - juz moze z mniejszym wzruszeniem. Mialam przed soba, pomimo przezytych lat, mocne jeszcze cialo. I wtedy wszystkie powstale z buntu przeciwienstwa kulturowe, ktore zdolalam sobie wczesniej wyliczyc - znikly.

 
Tak jak troche pozniej sfotografowana przeze mnie anonimowa dziewczyna, odwrocilam sie na tepej gumie ku temu cialu - i przeszlam na jego strone. A potem widzialam juz nie struktury kompozycyjne, lecz zupelnie inne, drobniejsze sprawy.

 
Nadal byly tam zacisniete piesci, lecz poprzez nie widzialam ciezar, sile brzucha, ktory - jak mowia dalekie nam tradycje - ukrywa samo centrum osoby.

 
Widzialam podbrzusze - temat meskosci, plci - pokazane raz tak, w polcieniach;

 
a raz tak - bezkompromisowo.

 
Potem przykrywane wstydem? kokieteria? lubieznoscia?

 
potem znow odslaniane - inaczej, jeszcze intymniej.

 
Rece nadal zaciskaly sie w piesc;

 
ale czasem byly bardzo spokojne i mocne. Spokojne wlasnie.

 
A dlonie czasami otwieraly sie - odkrywajac swoje wnetrze. Czy mowily cos wlasnie do mnie, czy tylko mnie uspokajaly? Moze probowaly dotknac? Dotykaly.
I wczesniejszy bunt przerodzil MI sie w obecnosc, a wlasciwie praca ciala (wspolna praca dwoch [trzech?] cial?) sprowadzila obecnosc. A ja poczulam, ze nie chce mi sie w ogole stad wychodzic.

 
Ze nie musze wcale trzymac sie czarno-bialej granicy, moge wejsc na sol, znalezc na niej dobre dla siebie miejsce i troche tu pobyc. Chocby do momentu kiedy nadejdzie kolejny czlowiek.

 
Cialo sprowadzilo obecnosc... Nie dosc powtarzania za Joanna Tokarska - Bakir potrzebnej i trudnej dla czlowieka zachodu (sic!) mantry: cialo jest nie-do-przecenienia | cialo jest nie-do-przecenienia | cialo jest nie-do-przecenienia | cialo jest nie-do-przecenienia | cialo jest nie-do-przecenienia | cialo jest nie-do-przecenienia | cialo jest nie-do-przecenienia | cialo jest nie-do-przecenienia..

 

I jest to oczywiscie tylko moje widzenie wystawy a cialo / a body. W zwiazku z dzisiejszym naszym spotkaniem dla mnie ta interpretacja staje sie wazniejsza dopiero jako interpretacja zupelnie innego tekstu - wiersza. Wczoraj w nocy, przed zasnieciem, wyswietlalo mi sie w glowie raz za razem slowo BUNT BUNT BUNT. Wiedzialam, ze znam doskonale ta uparta repetycje. Wstalam i znalazlam. I przeczytam Panstwu:

 

[do S...]

Bunt nie przemija, bunt sie ustatecznia,
Jest teraz w locie: dojrzalym, dokolnym,
Jakim koluja doswiadczone orly.

Bunt sie uskrzydla tak - jak udorzecznia.

Bo wpierw to bylo jakby piaskiem w oczy,
Turniejem chlopcow na slonecznej plazy;
A teraz ciezki, teraz wiecej wazy.

Bunt sie uskrzydla tak - jak kamien toczy.

I pomysl: czulosc, ta swietlista kula,
Teraz dopiero w mym poblizu plonie,
Luzujac szczeki, lagodzac me dlonie.

Bunt sie uskrzydla tak - jak sie uczula.

 *
Ta jedyna wsrod powyzszych fotografii twarz to Stanislaw Grochowiak.
Poniewaz On byl powodem pierwszym niniejszego wystapienia, wiec moj bunt zatytulowalam takze Grochowiakiem: zaproszenie do milosci to tytul innego, sasiedniego niemal wiersza z tomu Nie bylo lata.

 

Prosze Panstwa - na co dzien chetniej i latwiej zajmuje sie kobietami, dlatego wystapienie moje mozna chyba uznac za szczegolny, genderowy rodzaj buntu. Tak, Agnieszko, zbuntowalam sie!

 

 

wyklad wygloszony w ramach cyklu "akademia po godzinach", spotkanie "sztuka i bunt", na Akademii Sztuk Pieknych w Gdansku w 2004. Autorka wszystkich fotografii wystawy a cialo/a body Coplans/Balka jest Monika Zawadzka.

* ilustracja ostatnia to fragment fotografii autorstwa Andrzeja Szypowskiego pochodzacej z okladki tomu poezji wybranych Stanislawa Grochowiaka, Biblioteka poetów, Warszawa 1989.