Akademia Sztuk Pieknych w Gdansku. Wyklad Inauguracyjny roku akademickiego 1997/98. 07 pazdziernika 1997

Jacek Dominiczak

Obiekty widziane w lustrze
1. Zdarzenie 1: autostrada
2. Zdarzenie 2: nowojorskie Soho
3. Dwa paradygmaty


Magnificencjo, Wysoki Senacie, Ekscelencjo, Szanowni Goscie, Drodzy Studenci, Panie i Panowie:
To ogomny zaszczyt dla mnie byc tutaj, i w tej roli. Serdecznie dziekuje Jego Magnificencji Rektorowi Krechowiczowi za zaproszenie mnie do wygloszenia tego wykladu. Obdarowal mnie Pan, Magnificencjo, wielce honorowym zadaniem, ale tez w ten sposob wspaniale przywital mnie Pan w Gdansku po szesciu latach mojej nieobecnosci. Dziekuje i za to.


***

W trakcie wymiany listow i rozmow poprzedzajacych ten wyklad, doszlismy do wniosku, ze pytaniem, ktore warto dzisiaj zadac jest pytanie o nowa, czy raczej nastepna, idee, ktora stymulowac moze zachodna kulture konca tego wieku i tego milenium. Oczywiscie, nie bedzie to w zaden sposob pelna diagnoza. Raczej, chce zbudowac tu dwa obrazy, czy tez rozwazyc dwa z pozoru nieznaczace zdarzenia, ktore zdaja mi sie w jakis sposob syntetyzowac tendencje kultury Stanow Zjednoczonych ostatnich kilku lat.

Zdarzenie 1: autostrada
To bylo wczesna zima 91 roku pomiedzy Pittsburgiem i Ann Arbor. Siedzialem po prawej stronie samochodu, starajac sie znalezc odpowiedz na dawno juz temu intrygujace mnie pytanie: na czym polega ow wielokrotnie opisany fenomen amerykanskiej autostrady? Jak czesto w takich sytuacjach bywa, moja uwage przyciagnal, zdawaloby sie niewazny, szczegol: obraz odbijany przez wsteczne lusterko znajdujace sie na zewnatrz samochodowej szyby. Na lekko wypukle lustrzane szklo nadrukowany byl biala farba tekst: Caution: Objects in this mirror may be closer than they appear! (co na jezyk polski mozna przetlumaczyc: „Uwaga: obiekty widziane w tym lustrze moga byc blizej niz to wyglada!"). Amerykanska dbalosc o bezpieczenstwo, pomyslalem. Jednak nie przestawalem patrzec: przedziwnie, obraz, ktory widzialem w lustrze mial wyglad telewizyjnego hyper-tekstu: wszystko co widzialem pokryte bylo warstwa permanentnego ostrzezenia: Uwaga: obiekty widziane w tym lustrze moga byc blizej niz to wyglada! - Ktos moze pomyslec, ze to samochod zaprojektowany do nieustannej ucieczki - pomyslalem -- albo do osiagania celu szybciej niz ktokolwiek mysli, ze da rade.
Jakis czas pozniej przyjaciel podarowal mi ksiazke Jean Baudrillard'a America. „Italo Calvino - powiedzial - napisal Niewidzialne Miasta by zrozumiec sens europejskiej kultury; Baudrillard zrobil to samo dla Ameryki". Otworzylem ksiazke, przypadkowo trafiajac na tytulowa strone pierwszego eseju. Esej zatytulowany byl Znikajacy Punkt; rozpoczynal sie mottem: "Uwaga: obiekty widziane w tym lustrze moga byc blizej niz to wyglada!"
Czy tak bardzo amerykanska architektura Franka Gehry, czy teatr Roberta Wilsona celebrowany w Paryzu i Berlinie, czy ogromne billbordy United Collors of Benneton ustawiane przy drogach calego swiata, nie sa w ciagej ucieczce przed tym co juz istnieje i nieustannie depcze po pietach kazdej oryginalnosci? Ale przeciez to wlasnie nowosc i oryginalnosc dziela sztuki daja mu wyrazistosc, ktora pozwala wprowdzic je w zatloczona przestrzen dzisiejszej realnosci: wolnego rynku, wielkiego businessu, twardej konkurencji. Nie przez przypadek Frank Gehry napisal: „Zdecydowalem sie byc architektem bo chcialem budowac. Budowac to znaczy, ze ktos musi zlecic te budowe" .


Zdarzenie 2: nowojorskie Soho
Razem z przyjaciolmi siedzielismy w Boom - restauracji w parterze malego, trzypietrowego domu na Spring Street w Soho. Przy hiszpansko brzmiacym jazzie, chlodnym Beaujolais Nouveau, wsrod glosnego tlumu przez ktory kelnerzy przedzierali sie z tacami pelnymi szklanek, siedzielimy wokol prostych drewnianych stolow. Zarowki wiszace na drutach wystajacych ze scian ledwo sie zarzyly. Jedynie mury, ktorych stiukowa faktura przypominala odsloniete warstwy starych tapet i farb wloskiego palacu, zachowywaly swoja stabilnosc. Rozmawialismy o autentycznosci kultur. Ze to wlasnie ta autentycznosc wytwarza energie Soho i niemal calego Manhattanu. Dla artysty, jednak, przebicie sie w tym miescie graniczy z cudem. Nowy York to miejsce najtrudniejsze do zniewolenia, to miasto ktore wymaga nie tylko pracy, ale przede wszystkim niezwyklej intelektualnej sily. Czy sie uwazasz za teoretyka czy nie, w Nowym Yorku musisz znac teorie sztuki i wspolczesny jezyk kultur. Musisz je znac, by moc rozmawiac z innymi artystami, z krytykami, dealerami sztuki, z przedstawicielami galerii, z madra publicznoscia. Artysta musi potrafic mowic wspolczesnym jezykiem jesli chce, by jego, badz jej, rozmowy byly wazne i do czegos prowadzily. Z drugiej strony, by wygrac w konkurencji trzeba wyprzedzac czas. Nie mozna zbyt czesto ogladac sie za siebie. Zdaje sie, ze musimy jakos wierzyc, ze kultura ktora tworzymy bedzie lepsza od tej ktora mamy. -- Albo przynajmniej inna. - Ale znowu, jak tworzyc kulture nie rozumiejac tej ktora juz istnieje?
Dziwnie przypomniala mi sie wtedy historia Lota z biblijnej Ksiegi Rodzaju. Jak zapewne Panstwo pamietaja, rzecz dzieje sie w Sodomie, w miescie ktorego obyczaje tak oburzaly Jahwe, ze zdecydowal wszystkich mieszkancow usmiercic, a budowle unicestwic. Rodzina Lota osiedlila sie w Sodomie jakis czas temu. Teraz Aniol przybyl do nich z aktem laski od Boga, ale i z wymaganiami do spelnienia przy wyjsciu z miasta w dniu jego zaglady.
- "Nie ogladaj sie za siebie i nie zatrzymuj sie nigdzie w tej okolicy" - mowil aniol do Lota - "ale szukaj schronienia w gorach, bo inaczej zginiesz!" .
W momencie kataklizmu Lot i jego corki posluchaly nakazow. Jednak jego zony nie stac bylo na wymagana twardosc charakteru. Gdy rozpoczela sie zaglada Sodomy, ona obejrzala sie w kierunku dawnego domu, gdzie teraz wsrod zgielku siarki i ognia gineli grzeszni sasiedzi, znajomi sodomici, moze przyjaciele domu. Spojrzala tam, gdzie rozpadaly sie w popiol przestrzenie pamieci. Kobieta zamarla na zawsze zamieniona przez Jahwe w slup soli.
"Ona jednak obejrzala sie i za to ja kocham, bo to bylo tak bardzo ludzkie" - napisal Kurt Vonnegut w "Rzezni numer piec" .
Vonnegut jest Amerykaninem. "Zdarza sie" - moglby ktos odruchowo powiedziec...
Ale to wlasnie odwaga zony Lota wypelnia nowojorski Boom, odwaga zadawania waznych pytan etyki, ktora nie chce oceniac Drugiego i jego kultury, ale nie chce tez odmawiac odpowiedzialnosci za niego. Odwaga etyki, ktora chce dawac nam zdolnosc odpowiedzi na pytanie zadane przez Drugiego czlowieka, chce dawac nam zdolnosc do dialogu z wartosciami, ktore nie koniecznie naleza do tego samego co nasz systemu wartosci.
Pamietam swoja twarz w zamglonym lustrze lazienki, gdzie dzwiek wody lejacej sie z kranu do umywalki nakladal sie na muzyke slyszana zza drzwi, odsuwajac mnie na moment od intensywnosci spotkania. Pytalem wtedy sam siebie, czy rozmowa taka jak ta toczaca sie tej nocy, moze zdarzyc sie w marmurowych wnetrzach bankow Wall Street, w sterylnych resturajach hoteli Manhattanu? Czy moglibysmy uwierzyc w ich autentycznosc? Czy mozliwa jest architektura, czy mozliwa jest sztuka, ktora przywraca waznosc ludzkim spotkaniom, przywraca wage, mowiac po Witkacowsku, rozmowom istotnym? Czy geboki dialog kultury ma szanse zastapic owo, tak czesto nieznosne, intelektualne keep smiling rutynowych spotkan?

Dwa paradygmaty
W dzisiejszej kulturze Ameryki Polnocnej scieraja sie dwa paradygmaty.
Jeden z nich podaza droga zainicjowana nie tak dawno w koncu, bo przez rewolucje przemyslowa. Ustala on Modernistyczne wartosci poprzez specyficzna analogie do industrialnej technologii: a wiec ceni czas i predkosc jego pokonywania, ceni efektywnosc, wartosc komercyjna idei, a przede wszystkim ceni oryginalnosc, ktora nie tylko jest atrakcja intelektualna, ale i uprawnia do biurokratycznego zastrzezenia patentu. Jest to w pewnym sensie walka o egzystencje w swiecie sztuki, i nie jest to przypadkowa zbieznosc slow, gdy mowimy ze filozoficzny Egzystencjalizm zdaje sie organizowac jej trudne reguly.
Drugi paradygmat zdaje sie odrzucac intelektualny pospiech i zmieniac koncepcje straconego czasu. Oto dialog z innymi zdaje sie miec wieksza wartosc niz pustelnicza produktywnosc. Efektywnosc mierzy sie kategoriami moralnymi. Oryginanosc ustepuje autentycznosci, bo to autentycznosc, a nie oyginalnosc wypowiedzi, pozwala na komunikacje i spotkanie z Drugim. Rowniez i tu zbieznosc slow nie jest przypadkowa: Filozofia Dialogu zdaje sie wnikac powoli w to co Zachod nazywa racjonalnym mysleniem, zaczyna formulowac coraz bardziej precyzyjny system wartosci.
Trudno powiedziec ktora koncepcja zwyciezy. Zdaje sie jednak prawdopodobne, ze kultura Zachodu powroci do wizji madrosci ktora opisal kiedys Bernard Shaw:
"Geniuszem jest osoba, ktora widzac dalej i siegajac glebiej niz ludzie przecietni, posiada skale wartosciowania etycznego rozna od skali przecietnej, oraz dosc energii dla uzmyslowienia tego poza-normalnego kregu widzenia i jego wartosci, [uzmyslowienia go] w formie odpowiadajacej najlepiej specyficznym cechom jego lub jej talenu"
Wszystkim studentom na tej sali tego wlasnie zycze.
Dziekuje za Panstwa czas i uwage.


1. Jean Baudrilard, America. Verso. London, New York, 1988,
2. Italo Calvino: Niewidzialne Miasta. Czytelnik. Warszawa, 1975
3. Frank O. Gehry, wstep do The End of Architecture? Editor: Peter Noever. Prestel. Munich, 1993. Str.11.
4. Ksiega Rodzaju, 19. Pallotinum. Poznan, Warsawa. 1971
5. Kurt Vonnegut jr.: Rzeznia numer piec. PIW. Warszawa, 1972. Str.23.
6. George Bernard Shaw. W: Shaw: Aforyzmy. PIW. Warszawa, 1975. Str.54.



© 1997 Jacek Dominiczak. wszystkie prawa zastrzezone

 | home | o diaade | diaade.teksty | diaadedot | architektura/dialog STUDIO jacek dominiczak | diaade.program |