Agnieszka Szeffel

 FESTIWAL FILMOWY  ERA NOWE HORYZONTY
 22 lipca - 1 sierpnia 2004 Cieszyn  www.eranowehoryzonty.pl

korespondencja agentki specjalnejdzien 11, niedziela 1 sierpnia 2004

 

 

O CZYM JESZCZE NIE NAPISALAM

 

11. niedziela
Drodzy Przyjaciele,
spedzilismy razem tych kilka dni i mam nadzieje, ze jestescie zadowoleni. Wasza specjalna agentka z pelnym zaangazowaniem ogladala po trzy, cztery filmy dziennie, filmy - co nalezy dodac - zwykle stawiajace opor, zdarzylo jej sie tez sluchac poezji mlodych polskich autorow z akompaniamentem (najbardziej podobaly jej sie w Krzysztofie Siwczyku oczy, lekko podkrazone i takie smutno-poetyckie), wysluchala koncertu Jocelyn Pook Ensamble w Kosciele Jezusowym i Otomo Yoshihide's New Jazz Quintet w klubie festiwalowym (ach, ci Japonczycy...), odwiedzila dawny komisariat milicji, zaanektowany przez artystow, w ktorym dzialy sie rzeczy dziwne, oj, bylo tego sporo. Tymczasem leniwe niedzielne slonce swiecilo jak przez mgle, zapowiadajac rychly koniec festiwalowych atrakcji.


Ostatniego dnia festiwalu w zabytkowym teatrze im. A. Mickiewicza, w ktorym zwykle wyswietlano filmy konkursowe, milosnicy kina Lyncha, czy Greenawaya mogli obejrzec wszystkie piec czesci, pozostajacego w podobnym nastroju, "Cremastera". Jego autorem jest Matthew Barney - amerykanski rzezbiarz, performer, filmowiec, aktor, slowem postmodernista.
Nie naleze do jego fanow, ale musze przyznac, ze tworzy wizje imponujace, tworzy swiat sennego marzenia, pozbawiony klasycznej fabuly, przejmujaco sztuczny, scenograficzny. Zaludnia go istotami nie z tej ziemi, o trudnych do sprecyzowania funkcjach. Przemawia do wyobrazni, do podswiadomosci jak chcieli kiedys surrealisci, choc nie jest to rodzaj automatycznego zapisu. Kazdy gest i przedmiot posiada tu gleboki sens i zaprojektowany wizerunek, choc kompletnie nie mozna sie zorientowac jaki to sens i czemu ow wizerunek sluzy. Dokladnie tak jak w cudzym snie.


Akcja pierwszej czesci "Cremastera" rozgrywa sie na stadionie futbolowym Bronco w Boise, Idaho. A takze nad nim, w dwoch zeppelinach. Wnetrze kazdego z nich wyglada tak samo - na srodku stoi nakryty bialym obrusem stol, a na nim wsrod winogron rzezba, blyszczaca i biala, przypominajaca nogi konia w galopie z kulistymi kopytami. Zeppeliny roznia sie jedynie kolorem winogron, ulozonych na stole: w jednym sa zielone, w drugim bordowe. Wokol stolu siedza stewardesy i najwyrazniej na cos czekaja. Poniewaz obrus zaczyna delikatnie falowac, kamera przenosi sie pod stol, a tam okrecona wokol stolowej nogi lezy blondynka w atlasowej bieliznie. Blondynka robi dziurke w obrusie i wciaga przez nia winogrona, ktore nastepnie wypadaja >z niej< przez maly lejek, umieszczony w podeszwie jednego z sandalkow. Najwyrazniej znudzona, zaczyna ukladac z winogronowych kulek geometryczne wzory, kierujac tym samym >baletem olimpijskim<, zlozonym z kobiet w bialo-pomaranczowych sukniach, ktore odtwarzaja identyczne uklady na granatowej murawie stadionu. To najbardziej pogodna, estetycznie spojna i dajaca sie strescic czesc "Cremastera". Jako scenerie pozostalych wykorzystano wyspe Man, budynek Chryslera w Nowym Jorku, budapesztanska opere, czy Laznie Gellerta.


Jak juz Wam wspominalam, muzyka na cieszynskim festiwalu jest wszechobecna, nie tylko dlatego, ze codziennie odbywaja sie koncerty w klubie festiwalowym, nie tylko dlatego, ze w wielu pokazywanych tu filmach odgrywa zasadnicza role dramaturgiczna. Oprocz dokumentu, prezentujacego postac estonskiego kompozytora Arvo Pärta, w sekcji "dokumenty/eseje" natknelam sie na ciekawy film Claudii Heuermann "A Bookshelf on Top of the Sky: 12 Stories About John Zorn" (2002). Ciekawy, bo pokazujacy >od kuchni< proces zmagania sie rezyserki zarowno z filmowa materia, jak i z kolazowa osobowoscia jednego z najciekawszych nowojorskich muzykow, awangardzisty, eksperymentatora Johna Zorna. W filmie ogladamy jej wahania, problemy, zalamania, ktore doprowadzaja nie tylko do realizacji wymarzonego projektu, do spotkania i przyjazni z Zornem. Ogladamy przede wszystkim pewien proces, dojrzewanie do samodzielnych decyzji, ktore - zdawaloby sie - nie maja juz nic wspolnego z bohaterem dokumentu. Film pokazuje, jak wiele daje kontakt z tak tworczym i otwartym czlowiekiem jak Zorn. Dzieki temu spotkaniu Claudia ulega przemianie, ktora pozwala jej wejsc z podziwianym muzykiem w relacje partnerska. Dopiero taka relacja pozwoli na pelne porozumienie i owocna wspolprace.


W tej samej sekcji spodobal mi sie jeszcze "Portrait of a Bookstore as an Old Man" (2003) Gonzague Pichelina i Benjamina Sutherlanda, film o Amerykaninie w Paryzu - George'u Whitmanie, ktory prowadzi ksiegarnie nieopodal katedry Notre-Dame. Spodobal mi sie pewnie dlatego, ze kiedys planowalismy z przyjacielem otwarcie podobnej, niezwyklej ksiegarni >z biglem<, ktora nie bylaby li tylko sklepem, ale miejscem spotkan ludzi, kochajacych literature. Nasz pomysl ciagle dojrzewa. George Whitman zalozyl swoja w 1951r. i jakims przedziwnym sposobem uczynil z niej centrum literackiego Paryza, odwiedzane przez Nerude, Millera, Nin, Cortazara i wielu innych. George oferowal im nocleg. Dzis ma juz ponad 90 lat, a nalezaca do niego wielopietrowa kamienica-ksiegarnia nadal przyciaga mlodych pisarzy, ktorzy w zamian za schronienie sprzataja, sprzedaja ksiazki, gotuja, piora, a poza tym dyskutuja, bawia sie, organizuja przedstawienia teatralne. George niczym szalony staruszek, otoczony kotami, kreci sie pomiedzy nimi, smazy swoje slynne nalesniki, wydaje dyspozycje, krzyczy, chwali, ciska opaslymi tomami, jest zwariowanym, dobrym czlowiekiem, ktorego opieke doceniaja i sa mu wdzieczni, po latach przysylajac do jego literackiej rupieciarni swoje dzieci, kolejne pokolenia bibliofili. Czy to nie cudowne ?

Festiwal Era Nowe Horyzonty 2004 zakonczyl najnowszy film Emira Kusturicy "Zivot je cudo" (Zycie jest cudem, 2004), w ktorym rezyser powrocil do rodzinnych stron i do ulubionych tematow i postaci, znanych z poprzednich filmow (m.in. "Czas Cyganow", 1989; "Underground", 1995; "Czarny kot, bialy kot", 1998). Przy dzwiekach raz goracej, innym razem rzewnej muzyki Dejana Sparavalo z grupy No Smoking Orchestra bylismy swiadkami wybuchu malych, prywatnych wojen, milosnych zawieruch, absurdalnych sytuacji, tanca i spiewu, bicia kieliszkow w nieuniknionym balkanskim rozgardiaszu.

Na koniec chcialabym powiedziec, ze nie wyobrazam juz sobie zycia bez podobnych przygod jak festiwal w Cieszynie i ze bardzo mi bylo milo tym razem dzielic sie moimi wrazeniami wlasnie z Wami.
Serdecznie Was sciskam, do przyszlego roku !

Wasza Specjalna Agentka - Agnieszka Kinga Szneka Szeffel

 

PS. W konkursie publicznosci zwyciezyl film "Brodeuses" Eleonore Faucher, pamietajcie o Armenii...

 

 foto:akss


© 2004 diaade. wszystkie prawa zastrzezone. | © 2004 Agnieszka Szeffel. wszystkie prawa zastrzezone.

| home | o diaade |